Coasteering w geoparku UNESCO w Hongkongu: recenzja początkującego

Coasteering w Hongkongskim UNESCO Global Geopark: szczera recenzja początkującego

Stałem na krawędzi wulkanicznego klifu, palce zagięte na skale, serce waliło. Poniżej mnie: nic poza głęboką niebieską wodą i 140 milionami lat historii geologicznej.

Za mną mój przyjaciel już dopingował. Przed mną przewodnik trzymał się na wodzie, patrząc spokojnym wzrokiem kogoś, kto widział setki zdenerwowanych debiutantów stojących na tym samym urwisku. „Kiedy będziesz gotowy,” powiedział. „Bez pośpiechu.”

Nie byłem gotowy. Ale i tak skoczyłem.

To moja szczera recenzja coasteeringu z Splitdyboat w Hongkongskim UNESCO Global Geopark — od rezerwacji po posiłek po wycieczce i wszystko pomiędzy.


Proces rezerwacji

Zacznijmy od początku. Zarezerwowałem przez stronę Splitdyboat około dwóch tygodni przed planowanym terminem. Proces był prosty — wybierz wycieczkę coasteering, wybierz datę, wpisz swoje dane, zapłać.

Potwierdzenie e-mailem przyszło w ciągu kilku minut. Następnego dnia przed wycieczką przyszedł przez WhatsApp ostateczny komunikat: miejsce spotkania, co zabrać, co ubrać i prognoza pogody. Warunki morskie wyglądały dobrze. Wycieczka się odbyła.

Jedna rzecz, którą doceniłem: komunikacja nie była tylko zautomatyzowana. Kiedy odpowiedziałem głupim pytaniem, czy muszę zabrać własne buty do wody (nie musiałem), prawdziwy człowiek odpowiedział w ciągu kilku minut. Dla kogoś, kto już trochę się denerwował całym tym „skakaniem z klifów”, ten drobny gest bardzo pomógł.


Miejsce spotkania: Sai Kung Public School (Centrum Sportów Wodnych Splitdyboat)

Sobota rano. 10:30. Sai Kung Public School

Jeśli nigdy nie byłeś w Sai Kung w weekendowy poranek, to scena, na którą warto przybyć wcześniej. Łodzie rybackie rozładowujące swój połów. Starzy mężczyźni targujący się o krewetki. Zapach soli, diesla i świeżo gotowanych na parze owoców morza unoszący się z nadbrzeżnych restauracji. To chaotyczne, autentyczne i zupełnie inne niż Hongkong w Central i Tsim Sha Tsui.

Nasza grupa zebrała się w Sai Kung Public School, odnowionej szkole, która służy również jako centrum sportów wodnych prowadzone przez Splitdyboat i Kungers, niedaleko kompleksu świątyni Tin Hau w Sai Kung. Było nas ośmioro — mieszanka przyjaciół, para i samotny podróżnik, który zarezerwował spontanicznie. Wiek wahał się mniej więcej od połowy lat 20. do wczesnych 40. Różne poziomy sprawności fizycznej były widoczne. To było uspokajające. Nie byłem jedynym, który nie był olimpijskim pływakiem.

Przewodnik Splitdyboat przedstawił się. Nazwijmy go Ming. Był miejscowy, mocno opalony i miał ten rodzaj spokojnej pewności siebie, która pochodzi z spędzania więcej czasu na wodzie niż na lądzie. Szybko policzył nas, sprawdził, czy wszyscy mamy stroje kąpielowe pod ubraniami i zaprowadził nas do łodzi.


Przygotowania

Oto co dostajesz: kask, kamizelkę ratunkową i — jeśli przyniosłeś własne buty do wody — szybkie sprawdzenie, czy są odpowiednie. Jeśli nie przyniosłeś butów, Splitdyboat je zapewnia. Ja zabrałem swoje tanie buty do wody ze sklepu sportowego w Mong Kok. Były w porządku.

Kask wydaje się trochę śmieszny, gdy go zakładasz po raz pierwszy. Jesteś na łodzi. Słońce świeci. Woda wygląda na spokojną. Co może uderzyć cię w głowę?

Później, wspinając się po skalnym występie, podczas gdy fale oblewały moje kostki, dokładnie zrozumiałem, dlaczego kask jest nie do negocjacji. Skała wulkaniczna jest ostra. Jest nierówna. Poślizgnięcie się i upadek nie byłyby przyjemne. Kask jest po to, żebyś o tym nie musiał myśleć.

Kamizelka ratunkowa jest również częścią doświadczenia coasteeringu i jest równie niezbędna. Nawet jeśli jesteś dobrym pływakiem, spędzisz w wodzie dłuższy czas. Kamizelka pozwala unosić się bez wysiłku, co ma znaczenie, gdy próbujesz nawigować, płynąć pod prąd lub — jak się przekonałem — dojść do siebie po szoku po skoku z pięciometrowego klifu.


Rejs łodzią

Po sprawdzeniu sprzętu przeszliśmy około 5 minut, aby dotrzeć do bramy Sai Kung Seafood Street i wsiąść na motorówkę. Łódź była licencjonowaną motorówką — taką z silnikiem zaburtowym, który wyglądał na poważny sprzęt. Usiedliśmy wzdłuż boków, twarzą do siebie, a wiatr już rozwiewał nam włosy, gdy oddalaliśmy się od nabrzeża.

Miasto Sai Kung zniknęło za nami. Woda zmieniła kolor z mętnej, portowej szarości na głęboki, oceaniczny błękit. Na horyzoncie pojawiły się wyspy — niektóre zielone i zaokrąglone, inne ostre i wulkaniczne, z klifami opadającymi pionowo do morza.

Ta przejażdżka łodzią jest warta opowiedzenia, ponieważ to nie tylko transport. To sama w sobie wycieczka. Ming wskazywał charakterystyczne miejsca, gdy je mijaliśmy: to jest Sharp Island, to kanał, gdzie prądy są trudne, a tamten odległy skup skał to ulubione miejsce odpoczynku ptaków morskich. Widać było, że odbył tę podróż setki razy, ale nadal patrzył na wybrzeże z czymś w rodzaju dumy.

Około 25 minut później opłynęliśmy przylądek i Geopark ukazał się przed nami.

Widziałeś zdjęcia sześciokątnych wulkanicznych kolumn. Ja też je widziałem. Ale zdjęcia nie przygotowują na skalę. To nie są małe geologiczne ciekawostki — to całe ściany klifów z niemal idealnych sześciokątów, wznoszące się 30, 40, 50 metrów nad wodą, rozciągające się na setki metrów wzdłuż wybrzeża. Wyglądają jak ruiny obcej cywilizacji. Wyglądają jak coś, co powinno być chronione przez UNESCO (co, oczywiście, jest).

Łódź zwolniła. Ming zaczął rozdawać sprzęt.


Pierwszy kontakt z wodą

Łódź nie mogła dowieźć nas bezpośrednio do punktu startowego. Zarzuciliśmy kotwicę około 30 metrów od skalistego brzegu, a Ming powiedział, żebyśmy weszli do wody.

Zsunąłem się z boku łodzi, spodziewając się zwykłego zimnego szoku otwartej wody. Nie nastąpił. Był późny czerwiec, a temperatura morza wynosiła około 28°C. To było jak wślizgnięcie się do ciepłej kąpieli. Woda była tak przejrzysta, że widziałem moje kopnięcia pod sobą, a dalej dno skaliste opadające w głębszy błękit.

Płynęliśmy grupą w stronę skał. Ming prowadził, poruszając się z powolną efektywnością kogoś, kto robi to codziennie. My podążaliśmy za nim, niezdarną flotyllą hełmów kołyszących się na falach.

Kiedy dotarliśmy do skalnej platformy, zaczęło się coasteering.


Wspinaczka

Będę szczery: nie spodziewałem się, że wspinaczka będzie najważniejszym momentem. Zapisałem się na skoki. To o skokach chciałem pisać.

Ale wspinanie się po tych pradawnych wulkanicznych skałach — chwytając krawędzie sześciokątnych kolumn, które powstały zanim pojawiły się kwiaty, ptaki, zanim pojawiło się niemal wszystko — to była część, która zapadła mi w pamięć.

Skała ma fakturę. Głębokie pęknięcia. Ostro zakończone krawędzie. Grzbiety, w które palce wpasowują się, jakby były zaprojektowane dla ludzkich dłoni. Nie potrzebujesz siły górnej części ciała, raczej musisz być uważny. Gdzie jest następny chwyt? Gdzie postawisz stopę? Czy ten fragment skały jest śliski czy suchy?

Ming od czasu do czasu wskazywał różne cechy. „Widzisz tę szczelinę? To jest spękanie chłodzące. Lawa skurczyła się podczas stygnięcia, 140 milionów lat temu.” Dotykał jaśniejszego fragmentu skały. „Ten kolor oznacza utlenianie żelaza. Ta skała rdzewieje od kredy.”

To była lekcja geologii prowadzona podczas trzymania się boku klifu z nogami w morzu. Nigdy nie nauczyłem się tyle, jednocześnie starając się nie spaść.


Pływanie

Między skalistymi odcinkami były kanały — głębokie wcięcia w linii brzegowej, gdzie klify się rozchodziły, a morze wlewało się przez nie. Nie było innej drogi. Trzeba było pływać.

Pływanie przez te kanały było surrealistyczne. Klify wznosiły się po obu stronach, zasłaniając słońce, zamieniając wodę w chłodny, zacieniony korytarz. Dźwięk się zmienił. Fale uderzały o skały. Głosy odbijały się echem. Twój własny oddech brzmiał głośniej.

W jednym z kanałów na chwilę przestałem pływać i po prostu unosiłem się na plecach. Nad sobą wąski pasek nieba między dwoma ścianami wulkanicznej skały. Pod sobą, kto wie, ile wody. Przez kilka sekund byłem całkowicie sam — reszta grupy popłynęła naprzód, a ja byłem tylko małą osobą w bardzo starym miejscu.

Potem usłyszałem, jak Ming woła moje imię, i popłynąłem dalej.


Skoki

Dobrze. Część, na którą czekałeś.

Skoki następowały stopniowo. Pierwszy był mały — może dwa metry. Ming pokazał, wchodząc do wody czysto i wynurzając się z uśmiechem. „Twoja kolej.”

Wahałem się. Dwa metry to nic. Skakałeś wyżej na basenie. Ale basen ma widoczne krawędzie, dno, które możesz dotknąć, i nigdzie nie czają się ostre, wulkaniczne skały. To było inne.

Skoczyłem. Wynurzyłem się. Czułem się śmiesznie, że się wahałem.

Drugi skok był wyższy. Trzy metry. Potem cztery. Za każdym razem ten sam rytuał: stanąć na krawędzi, spojrzeć w dół, powiedzieć sobie, że wszystko jest w porządku, skoczyć. Za każdym razem ten sam efekt: krótkie uczucie spadania w żołądku, uderzenie, pęcherzyki powietrza, świat robiący się niebieski i cichy, a potem wynurzenie się przy dźwięku własnego śmiechu.

Ostatni skok był największy — około sześciu metrów. Nie wszyscy w grupie go wykonali. Dwie osoby zdecydowały się obserwować z wody. Jedna wspięła się, spojrzała w dół i znowu zeszła. Absolutnie bez wstydu. Coasteering nie jest testem.

Skoczyłem. Nie będę udawać, że to było eleganckie. Wszedłem do wody jak worek ziemniaków. Ale przez tę jedną sekundę swobodnego spadku, zawieszony między skałą a morzem, poczułem coś, czego nie czułem od dzieciństwa: czystą, nieskrępowaną ekscytację.


Rejs powrotny łodzią

Po około półtorej godziny w wodzie i na powierzchni, popłynęliśmy z powrotem do łodzi. Wszyscy byli zmęczeni w satysfakcjonujący, całkowity sposób. Cisza podczas powrotu różniła się od nerwowej ciszy na wyjściu. To była cisza ludzi, którzy wyczerpali swój zapas adrenaliny i teraz działali na zadowoleniu.

Ming podał suchy worek ze przekąskami. Ktoś rzucił żart o technice skoku. Ktoś inny już przewijał nagrania z GoPro, odtwarzając swój ulubiony moment.

Geopark przepływał obok, cofając się. Sześciokątne kolumny. Morskie jaskinie. Odległe wyspy. Teraz wszystko wyglądało inaczej. Nie tylko pięknie — znajomo. Jak miejsce, które zasłużyliśmy, by poznać.


Posiłek po wycieczce

Zawinęliśmy do Sai Kung około 13:10. Restauracje nadbrzeżne tętniły życiem. Nasza grupa, bez słowa porozumienia, znalazła stolik w jednej z zewnętrznych restauracji z owocami morza i zamówiła za dużo jedzenia. Krewetki czosnkowe. Ośmiornica w soli i pieprzu. Zimne piwa.

To część rytuału. Nie możesz zrobić porannego coasteeringu i po prostu wrócić do domu. Musisz usiąść tam, wciąż półmokry, z solą schnącą na skórze, i przeżywać każdy skok na nowo przy talerzu świeżych owoców morza. Musisz śmiać się ze zdjęć. Musisz opowiedzieć historię skoku, którego prawie nie zrobiłeś, ale jednak zrobiłeś.


Moja szczera opinia

Zrobiłbym to znowu? Tak. Bez wahania.

Czy to dla każdego? Nie. Jeśli masz prawdziwy lęk przed wodą lub jeśli sama myśl o wspinaniu się po skałach wywołuje u ciebie prawdziwy niepokój, a nie tylko nerwowość, coasteering może nie być dla ciebie. Ale dla każdego, kto choć trochę jest ciekawy — kto kiedykolwiek patrzył na wybrzeże i zastanawiał się, jak to jest eksplorować je od strony wody, a nie łodzi — to warte każdej złotówki i każdej nerwowej chwili.

Co Splitdyboat robi dobrze:

Przewodnicy znają się na rzeczy. Ming nie był tylko nadzorcą bezpieczeństwa; był geologiem, lokalnym historykiem i kibicem w jednym. Znał każdy kamień, każdy prąd, każdy skok. Nigdy nikogo nie poganiał. Całość sprawiała wrażenie przygody z doświadczonym przyjacielem, a nie komercyjnej wycieczki.

Lokalizacja jest nie do pobicia. UNESCO Geopark to naprawdę jedno z najbardziej spektakularnych wybrzeży, jakie kiedykolwiek widziałem. Coasteering gdziekolwiek byłby zabawny. Coasteering tutaj jest niezapomniany.

Wielkość grupy była odpowiednia. Osiem osób to wystarczająco mało, by nikt się nie zgubił ani nie został zignorowany, a jednocześnie na tyle dużo, by była wspólna energia. Czerpaliście odwagę od siebie nawzajem.

Co mogłoby być lepsze:

Szczerze? Niewiele. Gdybym miał się do czegoś przyczepić, powiedziałbym, że chciałbym mieć trochę więcej czasu na skoki na końcu — ale to mniej krytyka, a bardziej znak, że nie chciałem, żeby to się skończyło.


Czy warto to zarezerwować?

Jeśli szukasz czegoś więcej niż parki wodne i standardowe wycieczki łodzią — jeśli chcesz doświadczenia, które jest fizyczne, piękne i naprawdę niezapomniane — zarezerwuj wycieczkę coasteeringową.

Stałem na krawędzi wulkanicznego klifu, przerażony na śmierć, i skoczyłem.

Zrobiłbym to znowu jutro.

🔎 Przeszukaj wszystkie doświadczenia coasteeringowe w Hongkongu

Powrót do blogu